Logo serwisu Towarzystwa Eksploracyjnego
Strona główna
O Towarzystwie
Program spotkań TE
Relacje ze spotkań TE
Relacje z wypraw
Relacja specjalna na 25-lecie TE
Dyskusyjne forum globtroterów
Informacje wydawnicze
Galeria zdjęć
Ciekawe adresy internetowe
Skrzynka pocztowa
Archiwum

Link - www.linia.pl

Relacje ze spotkań TE
Wędrówki amerykańskie:
od Rio Grande do Doliny Śmierci
Ewa i Lesław Adamscy
Poprzednie spotkania:
Madagaskar
Góry Japonii
więcej...

Enchanted Rock w Teksasie

     Tak się szczęśliwie złożyło, że w 2006 roku mogliśmy przez pięć miesięcy podróżować po całych Stanach Zjednoczonych (i po dwóch fragmentach Kanady), głównie zresztą po parkach narodowych, które nas szczególnie interesowały.

Na kilku spotkaniach Towarzystwa i w kilku odcinkach tej relacji chcemy przedstawić drobny ułamek naszych wrażeń i zdjęć.

Przełom Rio Grande w parku Big Bend

     Zaczęliśmy wędrówkę w kwietniu, pod hasłem „kwitnąca pustynia”. Na początek wspięliśmy się na amerykańską „Ayers Rock” w miniaturze (tylko 130 m wysokości), czyli Enchanted Rock. Ale prawdziwym pierwszym etapem było gniazdo niezbyt wysokich gór na granicy meksykańskiej i przełom rzeki Rio Grande: park narodowy Big Bend w Teksasie. Rzeka w tym miejscu okazała się nie bardzo Grande, ale przełom był malowniczy, skały i iglice wyjątkowo efektowne, a pustynna ulewa, która nas pod wieczór dopadła, miała co najmniej dziewiąty stopień w skali intensywności opadu… Żaden namiot by się jej nie oparł, na szczęście nie mieliśmy namiotu.

Kaktus saguaro

     I mimo, że nocowaliśmy na szczerej pustyni, uszło nam na sucho. A to dlatego, że mieszkaliśmy w furgonie Chevrolet Express przerobionym na mini-kamper: wbudowaliśmy dwie skrzynie (wg naszego określenia „sarkofagi”), służące jako łoża a zarazem spiżarnia, szafy, kredens, kuchenka i mikrotoaleta – niestety bez prysznica. W furgonie spaliśmy przez całe 5 miesięcy bez 12 nocy, które spędziliśmy jak ludzie – u krewnych i znajomych, lub znajomych znajomych.

Carlsbad Caves

     Jaskinie Carlsbad w Nowym Meksyku cieszą się zasłużoną sławą. Są ogromne, ale chyba widzieliśmy ładniejsze choć mniejsze w Europie. Kilometry korytarzy i piękne, ogromne (kilkunastometrowe), efektownie podświetlone stalaktyty, stalagmity, skałki, na przemian ciasne przejścia i wielkie jak katedra sale. I tu, jak i w całych Stanach, widzi się autentyczną troskę o turystów niepełnosprawnych, poruszających się na wózkach. A przecież we wnętrzu naturalnej jaskini nie jest to sprawa prosta!

Wydmy gipsowe w parku White Sands

     White Sands to wielki obszar wydmowy, tylko częściowo udostępniony. Zbocza wydm ku uciesze dzieci nadają się do zjazdów na plastykowych sankach-miskach. Ciekawostka: materiałem tworzącym wydmy nie jest zwykły piasek-krzemionka, lecz rozdrobniony gips, dzięki czemu owe kilkudziesięciometrowe wzgórza są w słońcu olśniewająco białe.

     Następnie zajrzeliśmy do kilku parków na południowym zachodzie Stanów: Saguaro, Organ Pipe Cactus, Joshua Tree, których nazwy biorą się z najczęściej spotykanych na ich terenie wspaniałych kaktusów. Oczywiście kaktusy rosną w tych rejonach wszędzie, nie tylko w parkach, oczywiście gatunków jest bardzo wiele i oczywiście kwitną nie tylko w kwietniu, ale to na pewno była najlepsza pora. Szkoda tylko, że po wyjątkowo suchej zimie kwiatów na pustyni było mniej, niż się spodziewaliśmy.

Kwiaty kaktusa saguaro

     Narodowy Park Saguaro, niczym Las Kabacki pod Warszawą, leży na obrzeżach wielkiego miasta (Tucson) i nadaje się na popołudniowy lub weekendowy spacer dla spracowanych mieszczuchów. Zresztą nawet domki na przedmieściach stoją już wśród olbrzymich saguaro, rosnących równie gęsto jak w Parku. Piesze szlaki prowadziły nas do zbiorowisk różnych gatunków kaktusów, często efektownych, więc fotografowaliśmy je z zapałem, zwłaszcza te kwitnące.

Kaktus Organ Pipe

     Organ Pipe wziął nazwę od pospolitego w tej okolicy olbrzymiego kaktusa przypominającego kształtem piszczałki organowe. Park graniczy z Meksykiem, uważany jest za najbardziej niebezpieczny wśród amerykańskich parków narodowych: przed czterema laty strażnik parku zginął w walce z uzbrojonymi przemytnikami, zdarzają się napady ze strony Meksykanów nielegalnie przekraczających granicę, turystom zaleca się daleko posuniętą ostrożność. Przy powrocie w głąb kraju strażnik Border Patrol zajrzał do wnętrza naszego furgonu w poszukiwaniu nieuprawnionych pasażerów.

Kardynał szkarłatny

     Na kempingu obok ośrodka informacyjnego dostrzegliśmy kilka gatunków ptaków, w tym jaskrawo czerwonego kardynała, dla nas najbardziej efektownego przedstawiciela amerykańskiej fauny. Inne ptaki bezczelnie skakały nam po stole w czasie śniadania i zaglądały do talerzy.

Kemping w parku Joshua Tree

     Park Joshua Tree zaskoczył nas krajobrazami: z „pustyni” wyrastają zbiorowiska spiętrzonych olbrzymich głazów, efektownie czerwieniejących o zachodzie słońca. Stanowiska na kempingach ukryte są wśród skał, nie czuje się bliskości sąsiadów. Kaktusy najczęściej spotykane w tych okolicach mają gałęzie przypominające ramiona wyciągnięte ku górze, co pobożnym pionierom Dzikiego Zachodu skojarzyło się z biblijnym Jozue, następcą Mojżesza, wodzem Izraelitów, który w czasie bitwy wzniósł ręce ku niebu i zakrzyknął: „Stań słońce, nad Gibeonem” – i słońce stanęło, „aż pomścił się lud nad wrogami swymi” (Joz 10, 12-14).


Drzewo Jozuego

Las Vegas: zamek z bajki

     Tama Hoovera spiętrzyła wody rzeki Kolorado poniżej Wielkiego Kanionu. Powstało ogromne jezioro z mnóstwem zatok, zatoczek i wysepek, raj dla wodniaków. Ale w Stanach wg naszych obserwacji nie żaglówki lecz małe i wielkie motorówki są najbardziej popularne. Wbudowana w tamę elektrownia wodna zapewnia energię czterem sąsiednim stanom, oraz miastu na pustyni – Las Vegas.

Las Vegas: neonowa reklama

     Las Vegas to blichtr i kicz, aż zęby bolą. Betonowy Sfinks, betonowa piramida Cheopsa, betonowa aleja sfinksów z Karnaku, zmniejszona wieża Eiffla, za to motocykl Harley-Davidson o trzymetrowych kołach, napowietrzna supernowoczesna kolejka, która darmo przewozi pasażerów między dwoma kasynami. Efektownie robi się po zmroku za sprawą rzęsistego oświetlenia, neonów i rozświetlonych, komputerowo sterowanych fontann z wielominutowym programem „tańca”. Ale wszystkie te „wspaniałości” to tylko jedna, co prawda długa, ulica The Strip.

Widok na Dolinę Śmierci z Dantes View

     Dolina Śmierci trochę nas rozczarowała. Laik zastanawia się, dlaczego dziewiętnastowieczni pionierzy, którzy wpakowali się na dno tej bezwodnej kotliny, na oko nietrudnej do przebycia, nie mogli się z niej wydostać? Dziś na terenie parku są hotele (nieliczne), cztery kempingi, asfaltowe szosy oraz ucywilizowane szlaki piesze po najciekawszych miejscach. Największe wrażenie zrobił na nas widok z miejsca nazwanego Dantes View, położonego na skraju urwiska na poziomie 1669 m n.p.m., na dolinę i słone bagno leżące w depresji, o 1750 m niżej. Warto było zatrzymać się na godzinę w Zabriskie Point, innym punkcie widokowym, otoczonym skałami o bardzo zróżnicowanych kolorach i kształtach.

Kolorowe skały w Dolinie Śmierci
W bocznych dolinkach odchodzących od głównej kotliny podziwialiśmy niezwykłe naturalne mozaiki kolorowych skał. I znów mogliśmy wspiąć się na szczyty wydm, tym razem uformowane ze zwykłego piasku.

     W Dolinie Śmierci kończył się sezon, bo robiło się zbyt gorąco, tymczasem następny park na naszej trasie, Sequoia, wciąż był częściowo zamknięty ze względu na nadmiar śniegu…

Wydmy w Dolinie Śmierci


 KOMUNIKATY
Już wkrótce kilka kolejnych serwisów zapraszamy do ich odwiedzania. Twoja linia.pl
 
Serwisy linia

Kliknij tu,

żeby otworzyć okienko nawigacyjne do innych serwisów





Powrót na górę   © 2006 Usługi Komputerowe s.c. & Zbigniew Bochenek                     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved