Logo serwisu Towarzystwa Eksploracyjnego
Strona główna
O Towarzystwie
Program spotkań TE
Relacje ze spotkań TE
Relacje z wypraw
Relacja specjalna na 25-lecie TE
Dyskusyjne forum globtroterów
Informacje wydawnicze
Galeria zdjęć
Ciekawe adresy internetowe
Skrzynka pocztowa
Archiwum

Link - www.linia.pl

Relacje ze spotkań TE
Poprzednie spotkania:
Islandia
Boliwia
Madagaskar - życie w tempie mora, mora
więcej...

Zachodnia ściana Annapurny
     Po trekkingu do Sanktuarium Annapurny dotarliśmy do wioski Tatopani, gdzie prócz gorących źródeł oczekiwał na nas nasz sprzęt wysokogórski przyniesiony wcześniej bezpośrednio z Pokhary przez tragarza.

     Wszystkie bagaże dotaszczyliśmy do wioski Lete, odległej o 2 dni drogi od Tatopani i położonej 1300 m wyżej w głąb gór. Stąd rozpoczęła się najdziksza część naszej wędrówki - 8 dni marszu bez widzenia innych ludzi - szlak do North Annapurna Base Camp.

Widok Dhaulagiri z "Passage du 27 Avril"

     Pierwszy etap to podejście 1830 metrów z 2500 m na 4330 m bez możliwości zaczerpnięcia wody. Jedyna szansa to wodę zabrać z dołu lub stopić śnieg. Śniegu trochę było, gdyż poprzednie 2 dni popołudniami padał. Trasa to bardzo stroma ścieżka przez dżunglę, niezbyt wyraźna ale nie da się jej zgubić, gdyż wokoło nieprzebyte chaszcze bambusowo-różanecznikowe. Na końcu tego etapu dochodzi się do pięknej górskiej łąki z widokiem na 2 ośmiotysięczniki - Annapurnę i Dhaulagiri. Ponieważ jeden jest na wschód, a drugi na zachód, nie wiadomo, gdzie patrzeć... To słynne miejsce tzw. "Passage du 27 Avril" znalezione przez
Baza Annapurny Północnej
francuska wyprawę Maurycego Herzoga w 1950 roku, pierwszą wyprawę, która zdobyła ośmiotysięcznik.

     Następny etap to całodzienny trawers górskimi halami pomiędzy 4000 m a 4500 m. Ścieżka ledwo widoczna. Pogoda nam dopisała, dzięki czemu nie zgubiliśmy drogi. Cudowny widok na zachodnią, strzelistą ścianę Annapurny, górującą 4 kilometry nad nami, dosłownie na wyciągnięcie ręki. Niezapomniane wrażenie.

     Dni bezchmurne, pełne słońca, temperatura dochodzi w dzień do +10 stopni. Nocą dokucza nam mróz. W namiocie minus 2 stopnie, szron sypie się z sufitu. Na zewnątrz
Ściana Annapurny Północnej z lodospadem
może ok. -10 stopni, niebo pełne gwiazd.

     W końcu radość górskich hal się kończy. Trzeba zejść 1000 metrów do kanionu rzeki Miristi Khola. Tak stromo, że często trzeba się ześlizgiwać po trawie. Końcówka to 300-metrowy pionowy klif. Ścieżka zanika. Z wielkim strachem wyszukujemy łagodniejsze fragmenty wśród skalistych, pionowych urwisk. Każde z nas martwi się, by druga osoba nie zwichnęła nogi, gdyż droga po pomoc daleka. Szczęśliwi, tuż po zachodzie słońca osiągnęliśmy dno doliny. Dolina ta w dolnej części jest nieprzebyta - pionowy kanion i dżungla, brak ścieżki. Właśnie dlatego jedyne
Uliczka w Tukuche
dojście tutaj to 3 dni wędrówki po halach. Dlatego też jest tu tak dziko.

     Ostatni dzień to wędrówka wzdłuż rzeki do bazy Annapurny. Kamieniste moreny lodowcowe, głazowiska. Wątła ścieżka, gubimy i odnajdujemy ją wielokrotnie. Mijamy bazę pod zachodnią ścianą Annapurny - kilka wypłaszczeń pod namioty, ruiny szałasu i tablice upamiętniające Czecha i 2 Francuzów, którzy tu zginęli. W tej bazie już dawno nikt nie stacjonował, ślady zatarte przez czas.

     Dalej dolina się rozszerza. Kilka siedmiotysięczników - Nilgiri, Tilicho, Rock Noir - od takiej strony, którą mało kto widział. Ściany
Klasztor w Tukuche
tych szczytów są znane z przeciwnych stron, od popularnej ścieżki schroniskowej wokoło Annapurny. Dochodzimy do pięknego, zielonego jeziora lodowcowego. Sceneria wybitnie wysokogórska - i wszystko to dla nas, w promieniu 4 dni marszu nie ma nikogo innego! Aż strach pomysleć.

     Baza pod Północną Annapurną, skąd zdobyto w 1950 roku pierwszy ośmiotysięcznik, leży na wypłaszczeniu moreny. Kilkanaście tablic upamiętnia tych himalaistów i Szerpów, którzy zginęli. Niektóre wyraźnie czytelne, inne zatarte przez czas. Ostatnia wyprawa była ponad rok temu, w październiku 2000 roku - francuska wyprawa w 50-tą rocznicę pierwszego zdobycia.
Wnętrze klasztoru lamaickiego
Dookoła czorteny, flagi modlitewne powalone na ziemię przez czas, wiatr, pory roku. Resztki sprzętu himalaistów. Stara japońska drabina, zardzewiale stoły, zniszczone beczki. Dziwne wrażenie, jakby to miejsce było pełne chwały i równocześnie zapomniane.

     Wędrujemy dalej wzdłuż Lodowca Północnej Annapurny, w kierunku olbrzymiego lodospadu!!! Ten lodowiec jest nieporównanie większy od znanych i popularnych "lodowczyków" pod południową stroną góry. Powoli odsłania nam się w całej okazałości północna ściana Annapurny. Łagodna, prawie w całości pokryta lodową
Brama do wioski Kagbeni
czapą. Ściana lawiniasta, ściana pierwszych zdobywców. Ściana tak niedostępnie ustawiona, że widać ją dopiero tutaj, po tylu dniach ciężkiej wędrówki z całym sprzętem. Dotarliśmy najdalej jak się dało, trochę ponad 4500 m. Dalej leży już kraina himalaistów.

     Powrót zajął nam również 4 dni. Martwiliśmy się, aby pogoda się nie załamała - wędrówka w śniegu jest cięższa i bardzo czasochłonna, oraz trudno znaleźć i tak ledwo widoczną ścieżkę. Na szczęście niebo pozostawało bezchmurne.

Widok wioski Kagbeni

     Ten trekking był naszym najdzikszym wysokogórskim przeżyciem. Po powrocie do schroniska w wiosce Lete udaliśmy się w dwa dni marszu do górskiego lotniska Jomosom. To już po północnej stronie pasma Himalajów, sucho, atmosfera Tybetu. Ciekawa architektura wiosek Tukuche, Marpha i Kagbeni na dawnym szlaku handlowym z Tybetu do Indii. Dalej rozpościera się tajemnicza kraina Mustang - ostatnie zagubione tybetańskie królestwo.



 KOMUNIKATY
Już wkrótce kilka kolejnych serwisów zapraszamy do ich odwiedzania. Twoja linia.pl
 
Serwisy linia

Kliknij tu,

żeby otworzyć okienko nawigacyjne do innych serwisów





Powrót na górę   © 2003 Usługi Komputerowe s.c. & Zbigniew Bochenek                     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved