Logo serwisu Towarzystwa Eksploracyjnego
Strona główna
O Towarzystwie
Program spotkań TE
Relacje ze spotkań TE
Relacje z wypraw
Relacja specjalna na 25-lecie TE
Dyskusyjne forum globtroterów
Informacje wydawnicze
Galeria zdjęć
Ciekawe adresy internetowe
Skrzynka pocztowa
Archiwum

Link - www.linia.pl

Relacje ze spotkań TE
Poprzednie spotkania:
Lhasa - barwy i dźwięki Tybetu
Północna i centralna Australia
Etiopia - góry Siemen
więcej...

Formacje wapienne Dwunastu Apostołów na południowym wybrzeżu stanu Victoria
     Kolejny etap naszej australijskiej podróży rozpoczynamy w światowej stolicy wydobycia opali - mieścinie Coober Peddy. Mieścina ta zasilana przez łaknących łatwego zysku awanturników, marzycieli i desperatów do dziś zachowała nastrój zakątka, gdzie diabeł mówi dobranoc. W sercu pustyni, chroniąc się przed upałem dnia i chłodem nocy ludzie budowali i nadal budują swe domostwa pod ziemią w twardej skale. Na powierzchni wiatr unosi tumany pyłu z hałd kamienia pozostałego po poszukiwaczach opali. Tutejsze opale słyną z wielobarwności płaszczyzn krystalicznych, uchodząc za jedne z najcenniejszych.

Centrum Melbourne

     Noc spędzona w autobusie Greyhound otwiera przed nami nowy dzień w zupełnie innej scenerii. Dotarliśmy do Adelaidy, stolicy Południowej Australii. Miasto to nie jest tak wielką metropolią jak Sydney czy Melbourne, dzięki czemu zachowało wiele ze swego kolonialnego szyku, dając przybyszowi okazję podziwiania wiktoriańskiej architektury licznych gmachów użyteczności publicznej, kościołów i kamienic.

     Dalszą trasę do Melbourne decydujemy się pokonać drogą nie najkrótszą, za to najbardziej urokliwą. Jedziemy bowiem wzdłuż południowego wybrzeża kontynentu, początkowo Princess Highway, z
Budynek parlamentu w Canberze
której w miejscowości Warrambol, już na terytorium stanu Victoria, skręcamy na słynną Great Ocean Road, podziwiając klifowe brzegi z dramatycznie wypiętrzonymi z morza wapiennymi formacjami Dwunastu Apostołów, Mostu Londyńskiego oraz jaskiniami i wąwozami. Obszar ten, mimo masowego najazdu turystów, nie pozwala odpocząć aparatowi fotograficznemu, nęcąc różnorodnością krajobrazu.

     Kolejnego dnia rano wita nas Melbourne - drugie pod względem wielkości miasto Australii, stolica stanu Victoria, często uważana za kulturalną stolicę Australii. Historyczne centrum miasta, malowniczo rozłożone na brzegu rzeki Yarra oferuje turystom ciekawe
Budynek opery w Sydney
zderzenia starej wiktoriańskiej architektury z nowoczesnymi rozwiązaniami urbanistycznymi. Liczne pasaże, zaułki handlowe oferują wszystko czego duszy potrzeba pod warunkiem, iż znajdziesz się tam we właściwych, dość wąskich godzinach aktywności handlowej. Wieczorem życie uliczne zamiera, przenosząc się do klubów, teatrów i kasyna.

     Po Melbourne przyszedł czas na kolejną, tym razem już pełnoprawną, administracyjną stolicę Australii, Canberrę. Od 1913 r. to nieduże miasto przypominające park z zespołem budynków administracyjno-rządowych, pełni rolę stolicy Australii. Wszystko, co ważne w mieście,
Samica emu w parku narodowym Carnavon
rozlokowane jest wokół jeziora Burleya Gryffina, z którego strzela w niebo fontanna przypominająca swą kuzynkę z Genewy. Na południowym brzegu, na Capital Hill wznosi się nowoczesny budynek parlamentu. Nieco niżej stoi wiktoriański dawny budynek parlamentarny (obecnie muzeum) i słynna aborygeńska namiotowa ambasada - symboliczny przywilej podkreślania obecności Aborygenów w historii i współczesności Australii zagwarantowany w 1972 r. w znowelizowanej konstytucji Państwa. Wśród licznych godnych odwiedzenia muzeów na szczególną uwagę zasługują: Galeria Narodowa oraz Muzeum Narodowe Australii. Na przeciwnym brzegu jeziora, na końcu długiej paradnej alei, znajduje się Muzeum-
Panorama apartamentowo-hotelowego centrum Surfers Paradise
Pomnik Wojny, dokumentujący zaangażowanie Australii w dwóch wojnach światowych oraz innych konfliktach lokalnych. Klimat miasta jest chłodny i dosyć surowy, a życie miejskie senne, z wyjątkiem szaleństw piątkowej nocy.

     Po dostojeństwie Canberry czas na prawdziwe miasto - dotarliśmy bowiem do Sydney. Atrakcją numer jeden, znanym na całym świecie symbolem miasta, jest budynek opery, przypominający swoją architekturą bielejące w słońcu muszle lub żagle. O prymat z operą walczy obecnie spinający północne i południowe nabrzeża most portowy. Jego popularność związana jest z
Skalisty kraniec Przylądka Byron
wykreowaną przez reklamę modą na wspinanie się grupowe na szczyt kratownicowej konstrukcji mostu, skąd podziwiać można panoramę miasta. Zabawa ta jest jednak kosztowna, a analogiczne widoki dostępne są przez balustrady z normalnego mostowego chodnika. Najstarszą częścią miasta jest dzielnica The Rocks pełna kamiennych domków, magazynów i spichlerzy, pełniących obecnie funkcje restauracji, barów i sklepików. Dzielnica ta ma bardzo kameralny nastrój, kontrastujący z wielkomiejskim rytmem dzielnicy biurowców położonej wzdłuż ulic George i Elizabeth. Obok licznych muzeów, ogrodów i parków na odwiedzenie zasługują: dzielnica Kings Cross pełna sklepów, nocnych klubów, drobnych
Waleń w zatoce Hervey
restauracyjek; rekreacyjno-kulturalne tereny portu Darling; tereny olimpijskie; plaże Bondi i Manly, no i oczywiście pełna kolorów, zapachów i nocnego życia dzielnica chińska.

     Z Sydney wyruszamy na północ do malowniczego Port Macquarie, gdzie penetrujemy bogate pod względem przyrodniczym ujście rzeki Hastings.

     Po kilku godzinach jazdy autobusem na północ wzdłuż Pacific Highway docieramy do przylądka Byron z położonym w zatoce, coraz modniejszym kurortem Byron Bay. Okolice przylądka wabią wspaniałą przyrodą wybrzeża, z licznymi gatunkami ptactwa wodnego, delfinami oraz bogatą florą. Mimo iż
Kangur w Parku Narodowym Blacktown
miejscowość cieszy się popularnością wśród gustującej w twardych używkach części młodzieży australijskiej, co burzy nieraz uroki nocy, miejsce i tak jest ze wszech miar godne polecenia.

     Po wspaniałościach przyrody i krajobrazu przylądka Byron spotęgowanych urokami Parku Narodowego Lamington, następny nasz cel okazuje się być istnym horrorem. Docieramy bowiem do Surfers Paradise. To miejsce jest jak sen szalonego architekta - las upiornych wysokościowców apartamentowych wchodzących wręcz do morza. Nigdy nie zrozumiemy, jak można chcieć wypoczywać w takim miejscu, będąc nawet najzagorzalszym zwolennikiem plażowania lub surfingu. Miejsce to trzeba zobaczyć choćby po to, żeby zrozumieć jak bardzo różnić się mogą ludzkie upodobania.

     Ze wspomnianego wyżej raju z przyjemnością uciekamy do Brisbane, które, mimo iż jest potężnym ośrodkiem miejskim, ma po wielokroć więcej harmonii i uroku niż kiczowy moloch Surfers Paradise. Brisbane - stolica stanu Queensland, jest miastem bardzo malowniczo położonym w zakolach rzeki Brisbane. Na szczególną uwagę zasługują: łączące elementy tradycji i współczesności handlowo-biurowe City;
Kwitnące drzewa w Airlie Beach
parkowo-kulturalne tereny na południowym brzegu rzeki; malownicze parki z ogrodem botanicznym i parkiem Roma Street na czele; potężna konstrukcja kratownicowa mostu Story oraz kulinarne atrakcje dzielnicy Chinatown.

     Z Brisbane wyruszamy na północ do Hervey Bay, skąd udajemy się na dwudniową eskapadę po wyspie Fraser, stanowiącej niezwykle bujny ekosystem rozwinięty na potężnej piaszczystej wydmie, będącej podstawą wyspy. Przepastny las deszczowy, śródleśne słodkowodne jeziora i strugi, wielobarwne wydmy, potężne oceaniczne fale, przybrzeżne wraki, wszystko to stanowi o malowniczości tego miejsca. Największą jednak atrakcją, jakiej przyszło nam zaznać w zatoce Hervey, okazały się być wieloryby - walenie. Te potężne morskie ssaki upatrzyły sobie zatokę jako jeden z rejonów godowych i przybywają tu licznie w lipcu i sierpniu. Niezwykłe doznania będące wynikiem obcowania z tak ogromnymi istotami grupowo podpływającymi do niewielkiego statku i wykonującymi radosne ewolucje, stały się jedną z największych atrakcji całego naszego pobytu w Australii.

     Kolejnym punktem na naszej trasie stało się miasto Rockhampton z ciekawą zabytkową architekturą z okresu finansowej świetności miasta zbudowanej na handlu bydłem. Tereny na zachód
Potężna iguana w Parku Narodowym Wysp Whitsunday
od miasta z parkami narodowymi Carnavon i Blacktown są świetnymi obszarami do obserwacji kangurów.

     Następnym przystankiem na naszej trasie jest małe, acz malownicze miasteczko Mackay, skąd wyruszamy do Parku Narodowego Eungella, słynącego z bogatej liczebnie populacji dziobaków. Te archaiczne ssaki żerują w zakolach rzecznych dopływów Broken River tylko w bardzo wąskim przedziale czasu o zachodzie słońca. Zwierzęta te są dosyć płochliwe i wypatrzenie ich wymaga sporej cierpliwości. Ale warto czekać, gdyż jak na umówiony sygnał pojawiają się dość licznie, pławiąc się w leniwie płynącym nurcie rzeki, aby po
Panorama błękitnych lagun w archipelagu wysp Whitsunday
godzinie równie raptownie ukryć się w swych dostępnych jedynie od strony wody jamach.

     Ostatnim punktem na naszej trasie stają się wyspy Whitsunday, do których docieramy z miejscowości Airlie Beach. Stanowiący park narodowy archipelag wysp Whitsunday słynie z niebywałego piękna płytkich piaszczystych zatok, których wody prześwietlane promieniami słońca zyskują wszelkie możliwe odcienie błękitu. W lasach porastających wyspy występują liczne ptaki oraz znacznych rozmiarów iguany. Z żalem opuszczamy ten raj udając się w ponaddwudniową powrotną podróż do Sydney.



 KOMUNIKATY
Już wkrótce kilka kolejnych serwisów zapraszamy do ich odwiedzania. Twoja linia.pl
 
Serwisy linia

Kliknij tu,

żeby otworzyć okienko nawigacyjne do innych serwisów





Powrót na górę   © 2004 Usługi Komputerowe s.c. & Zbigniew Bochenek                     Wszystkie prawa zastrzeżone | All rights reserved